Oswoić SPD*, czyli wpinamy się już na serio!

2024-12-16
Ministra Kolarstwa na rowerze szosowym marki Trek

jedyna metoda, żeby uniknąć wpinania w zatrzaski, to ta metoda jak na zdjęciu :)

Część pierwszą serii wpisów o SPD*znajdziecie tutaj. Jeśli chcecie ustalić, po co w ogóle się wpinać w pedały zatrzaskowe, to zajrzyjcie tam.
Żeby dotrzeć do części drugiej o tym, czym kierować się, wybierając pierwsze buty rowerowe – kliknijcie tutaj.
O wyborze pierwszych pedałów zatrzaskowych napisałam taki tekst

Do poniższego filmu ilustracją będzie film edukacyjny, który nagrałam razem z Medicover Sport. Już wkrótce tutaj go podlinkuję.

Zatem!

Macie już buty, przymocowane bloki, wkręcone pedały zatrzaskowe do roweru. Każde pedały, o których piszę w tym tekście mają regulację siły, z jaką wpinamy i wypinamy buty. Ustawcie ją na minimum, używając klucza imbusowego 3 mm. W przypadku pedałów MTB, które są dwustronne w każdym pedale mamy dwie śruby regulacji. W przypadku pedałów szosowych wymienionych w tym tekście – są to pedały jednostronne – na każdy pedał przypada jedna śrubka. Kręcimy kluczem w stronę minusa. Nie przekraczamy magicznego momentu, w którym czujemy opór, bo rozdupcymy sprężynę ;)

Wsiadamy na rower.

Każdy z nas ma „swoją” nogę, którą instynktownie będzie chciał zacząć stawiać na pedale jako pierwszą. Nie ma reguły, że ma to być prawa noga, nie ma reguły, że to nie ma być prawa noga. Zaczynamy od której chcemy, ale musi być to naturalne. Nie słuchajcie/nie czytajcie bzdur, że to ma być prawa noga, bo coś tam. Posłuchajmy swojego ciała.
To ważne, bo później ta naturalność pomoże nam zautomatyzować proces wypinania nogi przed zatrzymaniem się.

Do roboty!
Przekładamy girę przez ramę i jeśli wiemy już, którą nogą będziemy chcieli ruszyć, a zatem ją zaraz wepniemy jako pierwszą, to tę drugą, tę, na której stoimy, ją lekko odstawiamy od roweru, żeby była taką naszą nogą statywu i dała nam stabiność.

Lekko pochylamy rower w stronę nogi stojącej, po to, żeby noga, którą się wepniemy jako pierwszą nie przeważyła nas na stronę wpięcia. Często zdarza się, że popełniamy, wpinając się, właśnie ten błąd: noga stojąca nie zapewnia nam stabilności i stoi zbyt blisko roweru. I gdy w końcu wepniemy „pierwszą” nogę w zatrzask, rower pochyla się w tę stronę właśnie. I co? Noga wpięta, grawitacja ciągnie nas na tę stronę, nie ma czasu wypiąć, leżymy.

Zatem, krótko:
Noga stojąca, którą wepniemy jako drugą, już po ruszeniu, jest lekko odstawiona od roweru, stabilna, a rower jest lekko pochylony w jej stronę. OBOWIĄZKOWO!

Próbujemy się wpinać.

Ustawiamy ramię korby z pedałem, w który chcemy się wpiąć, na 'godzinie między 2:00-3:00 (i z tej pozycji startujemy).
W tym celu patrzymy na korbę jak na tarczę zegara ze wskazówkami (mam nadzieję, że jeszcze umiecie czytać w ten sposób godziny).
Stawiamy nogę na pedale, stopa luźno jak na pedikjurze ;)
Mając ją równolegle do ziemi, baaaaaardzo powoli, suwając nią lekko w płaszczyźnie przód-tył szukamy miejsca, w którym blok zahaczy o pedał i stopa już nie idzie dalej do przodu. Jeśli mamy już ten moment, dbamy o to, żeby „noga statywowa”, na której stoimy była odstawiona, a rower pochylony w stronę nogi na której stoimy. Dopiero wtedy wciskamy stopę w pedał w stronę ziemi.
Powinniśmy usłyszeć klik. Jeśli próba podniesienia tej nogi do góry kończy się także zabraniem pedału – jesteśmy wpięci.
Ruszamy.
Nogę zainstalowaną do pedału przy ramieniu korby, który był ustawiony na godzinę 2-3:00 naciskamy, a nogą „statywową” się odpychamy dynamicznie, co da rozpęd rozwerowi. Sadzamy zadek na siodełko i zaczynamy jechać. Nie skupiajcie się jakoś bardzo uporczywie na tym, żeby od razu dopiąć drugi but.
Jeśli zawiesicie się na tym i nie będziecie kręcić nogą, która jest wpięta, nie będziecie napędzać roweru.
Ten będzie jechał coraz wolniej, Wy będziecie klepać w ten luźny pedał. Rower będzie jechał coraz wolniej, Wy klepiecie dalej, rower prawie stoi, o, udało się wpiąć!
Tyle, że teraz to jest za późno, prędkość jest zerowa i leżycie.

Krótko:
Pierwsza noga wpięta, ruszamy z pozycji „startowej” (pedał na godzinie 2-3:00): noga wpięta dynamicznie wciska pedał, a noga „statywowa” odpycha się również dynamicznie od drogi, zadek na siodło, pedałujemy nogą wpiętą, żeby rower jechał, a jak rower jedzie ze stabilną prędkością, stawiamy drugą nogę, którą chcemy dopiąć, na pedał i ona się wepnie praktycznie sama, jak będziecie pedałować (pod warunkiem, że dobrze wcelujecie blokiem w pedał).

Teraz najważniejsze!

Przed zatrzymaniem, ZANIM wciśniecie hebel do zera, wypinamy but nogi „statywowej”. Ten na której staliście, zaczynając się wpinać.
To na niej będziemy się zatrzymywać.
Tej nogi NIE ZMIENIAMY NIGDY.
Tym z Was, którzy mają za sobą wieloletnią karierę na płaskich pedałach platformowych polecam – kompletnie bez beki – nakleić sobie na kierownicy kartkę- przypominajkę „WYPNIJ BUT”
Wieeeeele razy zdarzy się Wam zapomnieć wypiąć but, zanim zahamujecie. Tak, z tego jest gleba.

Procedura zatrzymania docelowo wygląda tak, że:
lekko zwalniamy, wypinamy but, wciskamy hamulce „na dębowo”, nogę wypiętą, statywową, stawiamy na ziemi i jednocześnie pochylamy rower w stronę nogi, która będzie naszą podpórką.

Protipy do całości procedury:

  • jeśli bardzo się boicie próbować od razu na zewnątrz, spróbujcie na sucho w domu np. we framudze drzwi. Albo na trenażerze (przy czym tu nie pochylicie roweru).
  • na trenażerze możecie próbować szukać tego miejsca, w którym blok na podeszwie buta „sklika się” z pedałem. Nie od razu będziecie trafiać. To może frustrować. Na początku dajcie sobie czas. Próbujcie bez nerwów i spinania się. To jest nowa rzecz. Jej trzeba się nauczyć jak wciskania sprzęgła w manualu po przesiadce z automatu.
  • nie walcie w ten pedał. Stawiamy nogę, stopa luźno i małymi ruchami przód-tył szukamy miejsca zahaczenia bloku o pedał. Bez przemocy, dobra? Jak macie w ręce wielki młotek, to użycie większej siły i przepier-fasolenia nie sprawi, że traficie bezbłędnie w gwóźdź, prawda?
  • trudniej może być z pedałami szosowymi, bo te są jednostronne i na dodatek obracają się gdy są pozycji „czekania” (jakby stały pionowo) tak, że trzeba za każdym razem chcąc się wpiąć, czubkiem buta ten pedał ustawić. Tego nie ma w pedałach zatrzaskowych MTB.
  • tak jak po roku jazdy samochodem z manualną skrzynią biegów nie patrzymy już na drążek przekładni, tak samo po pewnym czasie przestajemy patrzeć na pedał, wpinając się.
    Na początku będziecie potrzebowali spojrzeć. Jak długo ten etap potrwa? Dla każdego to jest inny czas.
  • Najważniejsze moim zdaniem jest i tak zatrzymywanie się i pamiętanie o kolejności zdarzeń: 1) delikatne shamowanie, wypięcie buta naszej nogi „statywowej”, dociśnięcie hamulca do totalnego zatrzymania się, stanięcie na statywowej nodze z jednoczesnym pochyleniem roweru w jej stronę.
  • Nie zmieniamy nogi, na której się zatrzymujemy. Nie robimy tak, że dziś spróbuję się wypiąć na lewą, a jutro na prawą. Celem tej nauki jest nauczyć mózg odruchu, a odruch to coś, co nie wymaga zastanowienia. Jak zaczniemy kombinować, na którą nogę dziś sobie stanę na światłach, to wierzcie mi, że w prawdziwie awaryjnej sytuacji nie wypniecie nogi żadnej i glebniecie jak fortepian Chopina.

*A jeśli nie chcesz sama/sam kombinować z nauką wpinania

I mieszkasz w Warszawie, albo możesz tu przyjechać, kup moje indywidualne szkolenie. Po prostu.
Trwa maksymalnie godzinę dziesięć. Na wszystkie z tych rzeczy powyżej plus jeszcze naukę hamowania awaryjnego dostaniesz dostatecznie dużo czasu, żeby je sobie przemyśleć, zrobić na spokojnie i bez stresu
Nie wyjedziemy na to szkolenie na ulice, wiadomo. ALe będziemy na zewnątrz, tam, gdzie dzieje się normalne życie.
Naukę awaryjnego hamowania zrobimy „sztucznie”. Nie doprowadzimy do żadnej niebezpiecznej sytuacji, w której komuś możemy wjechać na maskę, czy wymusić cokolwiek.

Wpięłam w zatrzaski przez te osiem lat pracy ponad 400 osób w trybie szkoleń indywidualnych.

P.S. Możecie się z tym nie polubić od pierwszego wkliknięcia. Jeśli wywala Wam korki ze stresu, mylą Wam się z tego stresu nogi, kosztuje Was to wiele „prądu”, to to nie jest ten moment. Niektórych ratuje ten rodzaj pedałów zatrzaskowych, które z jednej strony są wpinkami, a z drugiej platformami. Jeszcze inne osoby wracały co rok do mnie na szkolenie indywidualne, żeby się wzmocnić przed sezonem. Inni powiedzą, że ich to nie eksajtuje, wolą jeździć może i z mniejszą mocą, ale bez tej odpalonej laski dynamitu w głowie.
Wtedy trzeba to zostawić na kiedyś.
To przyjdzie, albo i nie. I to też jest ok.


postaw mi kawę za ten tekst https://buycoffee.to/ministra