Bukowina Ministra Camp – info o tym wyjeździe

2025-01-06
Na zdjęciu widać grupę kolarek, które pozują na tle panoramy Tatr - są uczestniczkami kolarskiego wyjazdu organizowanego przez Ministrę Kolarstwa. Ten wyjazd to Bukowina Ministra Camp

Czyli ten camp, na którym nauczysz się, co to kolarskie życie. Może się zdarzyć, że w właśnie na nim będziesz płakać na podjeździe. Może się zdarzyć, że zelżysz mnie na tym campie zarówno fizycznie, jak i wielokrotnie w myślach.
Ale też gwarantuję Ci – będziesz z siebie cholernie dumna! Bukowina Ministra Camp zrobi z Ciebie tygrysicę :)

Chciałabym tutaj wyświetlić Wam historię campów w Bukowinie, bo to i najstarszy i też najtrudniejszy mój polski camp. Camp – to słowo trochę myli, bo nie jest to wyjazd treningowy. Żaden mój wyjazd nie jest treningowy. Nie realizujemy tam żadnych treningów i żadnych założeń związanych z wyjechaniem konkretnych jednostek. Ale jeździmy na rowerze, przekraczamy swoje granice, potem o tym trochę rozmawiamy i tak przez cztery dni:)

Po raz pierwszy pojechałam do Bukowiny z ekipą „przedskoczkiń” campowych w 2020 r. Tak, w tym „pandemicznym” roku. Robiłyśmy z Kasią Solus-Miśkowicz, również ambasadorką Trek Bikes, live’a na Instagramie, jak nie dać się pandemicznemu marazmowi, same będąc już trochę zmęczone brakiem wolności chyba przede wszystkim – czy pamiętacie, że swego czasu… zamknięto lasy i nawet do lasu nie można było pójść??
Co jest ciekawe… nie znałam wcześniej Kasi (dziś jest moją przyjaciółką – mam nadzieję, Kasia, że to czytasz!), ale ten live wyszedł nam bardzo fajnie i jeszcze po live zgadałyśmy się na priv, że może, jak już się to wszysko uspokoi, to wezmę dziewczyny i przyjedziemy do Bukowiny, do jej domu, do Cabanówki i po prostu pojeździmy na rowerze po górach?

Trzy miesiące później, w końcówce maja byłyśmy z kilkoma KOLARZANKAMI w Bukowinie. Było dość rześko, ale o rany – te góry w zasięgu wzroku były nam potrzebne!

Fotki poniżej są już współczesne:

I ja wiedziałam, że będziemy tam wracać!

Raz, że dla tej formy goszczenia nas przez Kasię w Cabanówce. Dziś – w szóstym roku organizacji campów – przyznam, że żadna destynacja campowa przez te kilka lat nie zagwarantowała mi takiego spokoju, jaki czuję jako organizator w Bukowinie.
Wiem, że jedzenie będzie na najwyższym poziomie. Kasia sama się wiele lat ścigała i przeorała przez wiele miejsc z jedzeniem różnym i naprawdę dobrze wie, co jest potrzebne osobie kolarskiej przed wyjściem na rower i po tym rowerze.
Rany włoskie*, śniadania TOP, obiadokolacje uhhh!
Wiem, że będzie tyle, ile trzeba i o tej, o której potrzebujemy. Nie da się przewidzieć, o której dokładnie wrócimy z roweru. Ale mam ze strony Cabanówki taką poduszkę bezpieczeństwa, że jedzenie będzie zawsze czekało i będzie takie jak trzeba.

Co musisz wiedzieć o campie w Bukowinie?

Jeśli chodzi Ci po głowie, żeby dołączyć do mojego campa na Podhalu, wiedz, że:

  • będą góry, a zatem podjazdy i zjazdy. Trzeba być przygotowanym i na jedno i na drugie
  • co oznacza „być przygotowanym na jedno i na drugie”? Nie chcę tu rzucać trenerskimi pojęciami jak „wytrzymałość siłowa”, więc odpowiem najprościej jak się da – wypada mieć zrobioną formę, której nie zaskoczy podjazd dłuższy i sztywniejszy niż ten pod Górę Kalwarię (aczkolwiek nie umniejszam Lipkowskiej;)).
    W Bukowinie niejako na dzień dobry jedziemy podjazd na Łapszankę. Trochę na zasadzie działającej w bieganiu: jeśli bieganie zrobisz rano, nic gorszego przez resztę dnia Cię nie spotka ;)
    I jeśli my dostaniemy Łapszankę pierwszego dnia, to każde następne podjazdy to będą bułki z masłem zagryzane kaszką z mlekiem ;)
    Zatem dobrze jest mieć formę taką, która nie spowoduje, że grupa zdąży wrócić do domu na kolację, a Ty dopiero robisz początek Łap- (a -szan i -ka są jeszcze baaaardzo odległe:))
    Chcę powiedzieć, że nie zrobisz tego campa, jeśli nie trenujesz nic od roku, czy dłużej
  • niektóre zjazdy są ostre i kręte, niektóre ostrzejsze i jeszcze bardziej kręte. Jeśli nigdy, ale to tak N I G D Y nie zjeżdżałaś na rowerze, to swoim własnym paraliżem przed zjazdami się umęczysz. Do tego dojdzie frustracja, że reszta grupy sobie radzi i ucieka co chwilę
  • czego ja jako organizatorka tego wyjazdu oczekuję od Ciebie:
    – że masz zrobioną kondycję. Ja nie mówię, że masz mieć formę Kasi Niewiadomej i być dzikiem (ale też możesz być!). Ale oczekuję, że po płaskim jeździsz nie wolniej niż 26 km/h, a pod górkę nie umierasz najpierw ze zdziwienia, że jest górka, a potem z wysiłku wynikającego z podjazdu
    – że znasz komunikację kolarską i umiesz jeździć na kole w peletonie. Że wiesz, jak się jeździ w grupie, żeby nie być zagrożeniem dla innych
  • że wpinasz się w pedały zatrzaskowe. Bez tego BĘDZIESZ odstawać na ostrzejszych podjazdach, czyli tam gdzie wpinane pedały pomagają przepchnąć rower do przodu

No więc gdzie jeździmy tam na tym Podhalu?

Ten wpis nie jest planem campa – żebyśmy mieli jasność. Nie przywiązujemy się do tego, co jest tu napisane. To co robimy na campie jest zawsze ustalane dopiero, jak poznam grupę, która się zebrała, dowiem się, jakie są umiejętności (czy np. umiemy ruszać pod górkę, czy wiemy, że kierownice lubią cyce – wąsaty wuj lubi to;)).

Ponieważ jednak jedziemy w góry nie po to, żeby nas ominęło samo złoto, to nastawiamy się, że:

  • objedziemy Jezioro Czorsztyńskie dookoła (dla widoków, dla kilometrażu, dla kilku cudownych „akcentów”. czyli sztywniejszych podjazdów)
  • podjedziemy Dursztyn (to taka miejscowość nie na Podhalu, a już w Spiszu), jedzie się tam pośród pól, dróżka jest wąska, podjazd TRZYMIE i stamtąd Dziewczyny mają turbo zdjęcia (zwłaszcza wtedy, kiedy jest z nami na campie Szosashots :)
  • jest szansa, że Ściana Bukowina nam się będzie kłaniać, ale tam zabieram ekipę wtedy, gdy jest na to gotowość. Generalnie Podhale i okolice mają bardzo wiele hajlajtsów. Finalny plan na camp rodzi się… pierwszego wieczora na campie, po jeździe zapoznawczej, na której widzę, co grupa umie i na ile mogę sobie zaszaleć.

O czym warto pamiętać?

Na Bukowina Ministra Camp mieszkamy w Cabanówce, która ma raczej status pensjonatu, niż hotelu. Pokoje są mega czyste, łóżka wygodne, jedzenie pyszne, woda zawsze ciepła, kawa zawsze w ekspresie i w nielimitowanych ilościach.
Piszę to po to, żeby się nie nastawiać na fifafąnowskie apartmentsy z łazienkami wielkości holu hotelowego.
Druga rzecz jest taka, że ponieważ rodzice Kasi prowadzą gospodarskie życie, Pani Mama Kasi robi oscypki, Pan Tata dba o zwierzęta, które produkują materiał na te oscypki – przy wejściu da się odczuć subtelny zapach gospodarstwa.
Mieszkamy też w domu, gdzie mieszka Kasia z rodziną – szanujemy to i nie robimy baletów wieczornych. Zresztą… Jakich baletów, hahahahahah. Na ostatnim campie (w 2024) byłyśmy tak dojechane, że po raz pierwszy od tylu lat co jeździmy do Bukowiny, nie było ANI JEDNEGO wspólnego wieczoru, wszystkie po kolacji rozpierzchły się po pokojach, żeby się należycie zregenerować przed kolejnym dniem :D
Ale to też pokazuje, że camp w Bukowinie nie bierze jeńców.


Wiesz już wszystko? Czujesz się gotowa?

To się po prostu zapisz. Amazing Travel jest moim tour operatorem. Co oznacza, że camp jest legalny.
Możesz zechcieć przeczytać odpowiedzi na najcześciej zadawane przez Dziewczyny pytania. Przygotowałam takie FAQ. Jest TUTAJ.
Może wszystko powyższe brzmi bardzo zachęcająco, a może bardzo nie.
Natomiast chcę, żebyś pomyślała, że jeśli:

  • jeździsz już trochę na szosie/gravelu i właściwie to potrzebujesz nowych bodźców
  • masz ochotę sprawdzić się gdzieś (ale pamiętaj, że moje campy to nie wyścigi i nie treningi)
  • chcesz poznać inne kolarki, mnie w sumie też, jeśli jeszcze nie znasz
  • wpinasz się w pedały zatrzaskowe
  • wiesz, że sobie poradzisz (przy czym pamiętaj, że ja nigdy nie wracam sama na bazę, nie mając pewności, że wszystkie wróciły. Stawiam na integrację i jak robię wyjazd z innymi osobami, to zależy mi na wszystkich i komforcie wszystkich. Jeśli będziesz tą, która jedzie najwolniej – poczekam na Ciebie, albo wrócę po Ciebie)
  • chcesz się wzmocnić, podbić swoją kolarską pewność siebie

to zapisz się na Bukowina Ministra Camp. Nigdy nie będziesz wystarczająco gotowa. Wszystkie będziemy się męczyć na podjazdach. Wszystkie będziemy mieć zmęczone nogi :)
Wszystkim nam będzie się chwilami chciało płakać albo głośno przeklinać.
Ale to, ile się uśmiejemy razem, ile dobrych kilometrów wpadnie, ile pięknych metrów w pionie, a ile super extra fotek (tak!, Pat od zdjęć jedzie też!), to wierz mi, na koniec campa zapytasz mnie, dokąd i kiedy jedziemy następnym razem. I już nie będziesz pamiętać, jak bardzo mi źle życzyłaś. I ja już też nie będę pamiętać ;)

Bukowina Ministra Camp w 2025 r. dzieje się 10-13.07.

P.S. wszystkie zdjęcia w tym wpisie są autorstwa Szosashots ;)