FAQ szkoleń peletonowych czyli chyba wszystkie pytania, które zaprzątają Wasze głowy przed zapisaniem się na taką lekcję z jazdy w grupie.
Zebrałam w jednym miejscu te zagadnienia, które wpadają na moje skrzynki odnośnie szkolenia z jazdy w peletonie.
I oczywiście odpowiedziałam na nie!
Najpierw krótko, czym są te szkolenia
Na pomysł szkoleń peletonowych wpadłam jakoś krótko po tym, jak wymyśliłam Babską Środę. Frekwencja Babskiej w jakimś momencie stanęła w miejscu i chwilę trzymała się na x poziomie.
Przeiskałam moją komunikację o tej jeździe i BOOM, olśniło mnie. Ja tam wymagałam już posiadania umiejętności jazdy w grupie i znania zasad, którymi powinien żyć peleton. Jednocześnie miałam doświadczenie z ustawek „koedukacyjnych” (tak koedukacyjnych, że głównie złożonych z panów), które prowadziłam, gdzie skill jazdy w grupie był tylko deklaratywny. A na poziomie wykonu, co tam się działo, to MATER DEJO. Jasne, prowadziłam odprawy, ale potem podczas jazdy… Mater Dejo, 2.0!
Gdzie te laski, które chciały dołączyć do Babskiej miały się tego skilla jazdy w grupie nauczyć, jak do Babskiej nie mogłby dołączyć, bo tam już skilla trzeba było mieć?
Pomyślałam, że czas tę wiedzę dać. Bez dania wiedzy, bez dania miejsca do uzyskania tej wiedzy, nie zrobię swojej misji.
I zaczęłam robić szkolenia peletonowe dla kobiet, które to szkolenia miały doprowadzić je m.in. do udziału w Babskiej.
To jak te szkolenia dzisiaj wyglądają to jest wypadkowa corocznego oszlifowywania edycji z poprzedniego sezonu. Coś zmieniam, coś dokładam.
Jeśli jesteś dziewczyną, kobietą, która jeździ na szosie solo albo co najwyżej z jedną koleżanką czy z chłopakiem i chcesz przyjść na taką jazdę, zapoznaj się z tym wpisem i… czekam na Ciebie!



Nie umiem totalnie nic, poza jechaniem na rowerze do przodu. Czy to szkolenie peletonowe jest dla mnie?
Dokładnie, jak najbardziej.
Jeśli miałabym do czegoś je porównać, to trochę do pierwszej lekcji angielskiego. Twój nauczyciel wie, jest przygotowany na to, że Twój poziom póki co jest żaden i dopiero przychodzisz się nauczyć. Nie będzie oczekiwał od Ciebie, że już gadasz biznesowym angielskim i budujesz zdania jak sztuczna inteligencja, pah, pah i jest zdanie z ośmioma poziomami i dwunastoma przydawkami.
Tutaj, w przypadku moich szkoleń z jazdy w peletonie jedyne co musisz umieć, no to jeździć na rowerze.
Boję się, że nie nadążę. Nie mam jeszcze formy, dopiero zaczęłam. Wstrzymać się przed udziałem?
W żadnym razie! To jest SZKOLENIE. Nie trening. Często moje potencjalne „kursantki” mylą te pojęcia i zapisując się na szkolenie, myślą, że jadą na bitwę pod Grunwaldem. My spotykamy się po to i za to też płacisz, żeby się czegoś nauczyć.
Przyjeżdżasz nauczyć się jazdy w grupie. Nie ma opcji, że podczas szkolenia peletonowego będziemy głównie skupiały się na utrzymaniu prędkości, która będzie powyżej Twoich możliwości. Prędkość tutaj ma znaczenie naprawdę trzeciorzędne. Prędkości, z jakimi będziemy się poruszać są… uwaga, zaskoczenie – szkoleniowe. Będą takie, w których zdążysz zareagować, zapanować nad sobą i jeszcze stosować to, czego przyszłaś się nauczyć.
I to ja jestem od pilnowania tego.
Jeśli potrzebujesz liczb, bo tak działa Twój umysł, to najczęściej na szkoleniach jedziemy z prędkością 20-25 km/h.
Poradzisz sobie.
A co, jeśli nie będę w stanie jechać nawet 20 km/h?
W porządku, pojedziemy całą grupą 19 km/h. Tak samo jak inne uczestniczki szkolenia zapłaciłaś za nie i nie zostaniesz brutalnie odsiana w połowie trasy i porzucona na pastwę sarenek ;)
Na kursie na prawo jazdy, na pierwszej lub jednej z pierwszych lekcji, instruktor nie każde Ci odbić na autostradę i tam sobie poradzić jakoś, prawda?
Tu też nie pojedziemy szybciej, niż będziesz mogła.
Ile osób będzie na takim szkoleniu?
Maksymalnie 12 plus ja. Większą grupę jest dość ciężko ogarnąć, zwłaszcza gdy dopiero każda uczestniczka oswaja się z jechaniem na kole (czyli w miarę blisko swoim przednim kołem tylnego koła koleżanki z przodu). Wszystkie pozostałe uczestniczki także przyjeżdżają się uczyć, a nie ścigać. To nie jest ustawka kolarska ani trening. To jest szkolenie. Ja jestem osobą prowadzącą to szkolenie i to ja dbam o prędkość na tym szkoleniu. A ta będzie komfortowa do uczenia się.
Po co mi w ogóle takie szkolenie peletonowe? To już za wszystko trzeba ciągnąć hajs?
Jeśli chcesz jeździć z innymi ludźmi w grupie na rowerach i nie chcesz stanowić dla nich zagrożenia, to warto mieć umiejętności, które zapewnią Tobie i innym ludziom bezpieczeństwo. W peletonie musisz znać komunikację kolarską, bo tam nikt nie będzie deklamował inwokacji, żeby poinformować innych, co teraz będzie się działo, zwłaszcza, gdy jedziecie np. 35 km/h, co już jest dość żwawą jazdą. I nie ma czasu na dłuższe komunikaty niż max dwusylabowe. Ładując się na ustawkę kolarską, powinnaś wiedzieć, dlaczego czoło grupy rozjeżdża się na boki i teraz zamyka grupę. Powinnać wiedzieć, co zrobić, żeby utrzymać się na kole, a przede wszystkim powinnaś wiedzieć, co to znaczy. Powinnaś wiedzieć, jak zachować się w przypadku nagłego hamowania grupy i co zrobić, żeby nie doszło do piętrowego hamowania.
Jeśli tego wszystkiego nie wiesz, celowo nie idziesz się tego nauczyć, tylko YOLO, jakoś to będzie, za hajs matki baluj, to mam nadzieję, że masz dobre OC i zerowe wyrzuty sumienia. To Ci się przyda, gdy przez Twoją niefrasobliwość ktoś połamie kręgosłup lub straci życie.
A dlaczego za takie szkolenia musisz mi płacić?
Bo gdy raz w Lidlu powiedziałam, że chciałabym w barterze zakupy robić, bo pracuję ku chwale ojczyzny, bo mam poczucie misji i po prostu należy mi się, to ochrona na kopach mnie anihilowała z przestrzeni handlowej.
Jak wnioskowałam do RWE Stoen o zerowe rachunki za prąd, bo robię szkolenia, które ludzie chcieliby mieć za darmo, to do dziś słyszę tę salwę śmiechu, jak pani z biura obsługi klienta robi ROTFLa.
Także rozumiesz ;)
Prawdopodobnie Ty dostajesz wypłatę za to, co robisz :)
Zakładam też, że jedną z Twoich motywacji, która pchała Cię do pójścia do pracy, były pieniądze.
Przybijmy sobie zatem za to piątkę.
Czego się nauczę na takim szkoleniu?
- komunikacji kolarskiej – tych wszystkich gestów i haseł, którymi porozumiewają się uczestnicy peletonu, żeby ostrzec się przed zagrożeniami, czy żeby poinformować się o swoich zamiarach
- trzymania koła, a przynajmniej dostaniesz wiedzę, co to znaczy, jakie lifehacki pomogą się tego nie bać i z tym się oswajać
- dawania zmiany i schodzenia ze zmiany dwiema metodami
- składania peletonu do szyku pojedynczego (oraz kiedy i po co)
- poprawnej kadencji czyli utrzymania rytmu pedałowania




Naprawdę potrzebne jest mi to wszystko? Nie wystarczy, że będę jechała obok moich trzech kolarskich besties całą szerokością drogi?
Naprawdę oraz tym bardziej jest Ci potrzebne takie szkolenie, jeśli masz takie pomysły.
A jak jeżdżę od ośmiu lat z chłopakiem, to znaczy, że nie umiem jeździć w grupie?
Oznacza to, że umiesz jeździć z chłopakiem. Nie umiesz jeździć w grupie.
Czy po jednym szkoleniu mogę już przyjechać na Babską Środę?
Nie. Różnicę między takim szkoleniem z jazdy w peletonie, a udziałem na Babskiej Środzie można zmierzyć choćby prędkościomierzem i ona wynosi jakieś plus minus 10-15 km/h.
To raz.
Dwa: na Babskiej Środzie masz mieć milionową pewność co do tego, co robisz i że robisz to słusznie.
Na Babskiej Środzie jedziesz na kole w odległości dwóch milimetrów od tylnego koła koleżanki, sięgasz bez problemu wtedy po bidon, możesz gadać z z kimś jadącym obok Ciebie. Do tego umiesz nie szarpać peletonem, jadąc na zmianie. Wiesz też, kiedy można wychodzić na zmianę i tak dalej.
Od razu wyjaśnię dlaczego to jest takie ważne:
Na każdą ustawkę kolarską, a Babska Środa również jest ustawką kolarską, przyjeżdżają osoby z założeniem, że na tej ustawce będzie bezpiecznie, choć szybko. Przyjeżdżają spędzić czas, zmęczyć się, ale nie połamać i nie zabić się. Przyjeżdżają na sprzętach, za które zapłacili ciężko zarobionymi przez siebie pieniędzmi, nieważne, ile tych pieniędzy musieli położyć.
I na tę ustawkę przyjeżdżasz radośnie Ty, bardzo początkująca, z bardzo optymistycznym założeniem, że hej, co to za pierdololo z tymi zasadami. Na pierwszym lepszym skrzyżowaniu wymuszasz pierwszeństwo swoją decyzją i prowadzisz całą grupę ludzi pod samochód. Bo myślałaś o sobie, a nie o całej grupie.
Ktoś łamie rower, ktoś kręgosłup. Jaki masz pomysł na to? Pomyśl teraz, zamiast po fakcie.
Stać Cię na oddanie mi pieniędzy za połamany z powodu Twojego braku umiejętności rower?
To po ilu szkoleniach mogę na Babską?
Tego Ci nie powiem. Każda z nas ma inne tempo uczenia się. Szybciej przełamuje strach, albo wolniej przyswaja procedury. To jest kompletnie normalne. To co ja Ci rekomenduję, to jeśli kończysz przygodę z kolarstwem w wersji solo albo duo i chcesz jeździć w peletonie, to absolutnym minimum jest udział w trzech moich szkoleniach z jazdy w grupie, a najlepiej kup pakiet pięciu – ma najkorzystniejszą cenę. Spróbuj jazdy w coraz to innym towarzystwie osób o innych skillach. Raz trafi Ci się grupa superprzytomna, a raz będzie to skład wolniej ogarniający, do czego też ma święte prawo. Dzięki udziałowi w tak różnych jazdach zetkniesz się z różnymi sytuacjami i będziesz musiała w nich sobie jakoś poradzić. Ale najważniejsze: będziesz „wyjeżdżać” swoje grupokilometry, czyli zdobywać doświadczenie.
Dziewczynom z konkretnych szkoleń polecam skrzykiwać się – między terminami moich szkoleń – na jazdy w swoim gronie, skoro już się poznały i wiedzą o sobie, że podstawy mają złapane. Teraz tylko jeździć.
Czyli na piątym szkoleniu będę uczyć się tego samego co na pierwszym? LOL
Daj znać, ile godzin robiłaś kurs na prawo jazdy i jak wyglądało Twoje 10 pierwszych jazd.
Daj znać, jak Ci szło na dziesięciu pierwszych lekcjach angielskiego, pokaż notatki, jak bardzo zaawansowane zdania budowałaś już na piątej lekcji.
A może grasz na gitarze i już na trzeciej lekcji waliłaś riffy takie, że Red Hot Chilli Peppers zaczęło szukać nowego basisty?;)
O ile w przypadku angielskiego, jak na piątej lekcji zrobisz błąd w konstrukcji czasu przeszłego, to mimo błędu i grymasu na twarzy nauczyciela, nikt nie zginie, o tyle jak w peletonie zrobisz błąd, to… Może i nikt nie zginie, to się na szczęście tak często nie wydarza, ale zrobisz komuś krzywdę.
A jeśli boję się odrywać nawet jedną rękę od kierownicy, to jak mam stosować komunikację kolarską?
Aktywuj brzuch i przestań zapierać się o kierownicę. Im mocniej się na niej „płożysz”, zaciskając przy tym ręce, tym bardziej nerwowy rower się staje. Im bardziej ściskasz kierownicę, tym mocniej majtniesz kierownicą, gdy podniesiesz jedną ręką (ta druga tym mocniej naciśnie kierownicę).
Twój brzuch na rowerze nie służy tylko do tego, żeby wlewać w niego espresso podczas przerwy na kawkę.
Twój brzuch jedzie razem z Tobą na rowerze. Niech jedzie aktywnie.
Aktywuj = uczyń obecnymi. Nie mam na myśli takiego spięcia mięśni brzucha, żebyś chwilę po tym przestała móc oddychać. Wyobraż sobie teraz, że chcesz przepchnąć ścianę o metr. Co napięło się, jako pierwsze?
Stań przy ścianie jakbyś chciała ją przesunąć. Co się napięło? No właśnie.
To jest właśnie aktywny brzuch.
Dlaczego jechanie na kole jest tak ważne?
Kolarstwo szosowe robimy po drogach publicznych. Masz tam prawo być, razem z innymi uczestnikami. Ale to nie oznacza, że masz mieć w d*ipie wszystko inne.
Ciasno na kole jeździmy nie tylko dlatego, żeby oszczędzać siły, ale też po to, żeby nie rozpierzchać się po drodze jak alpejskie krowy.
Nadal funkcjonujemy w kraju, w którym statystyczny kierowca samochodu nie jeździ na szosie, a zatem on NIE WIE, co właśnie tworzysz ze swoimi współziomkami na drodze. Czym jest ten rozpier*ol, który właśnie przez bałagan w grupie robicie.
Jeśli nie jedziesz na kole, tylko dwa metry za osobą, która jedzie przed Tobą, to tworzysz fantazję na temat grupy kolarskiej, a nie peleton.
Dwa metry to jest niewiele mniej niż kompaktowa osobówka i wierz mi, że to jest miejsce, w którę wciśnie się Sebix swoim Punto między Ciebie, a ludzi, o których myslisz, że jedziesz z nimi w grupie.
Jeśli „pływasz” na boki, zamiast jechać komuś na kole (czyli równo w linii), to zmuszasz ludzi jadących za Toba do obliczeń pitagorasowskich, jak mają ustawić się wobec tego, co Ty odtyndalasz. I wierz mi, że w trakcie tego bardzo Ci źle życzą.
Przepisy obowiązują także mnie na rowerze?
Tak. I nie zależą od rodzaju roweru, marki oraz koloru. Jeśli jedziesz w grupie 15-osobowej, a przypominam, że to jest max, ile może mieć jedna grupa kolarska (tak mówi artykuł 32. Ustawy Prawo o ruchu drogowym) i teraz wszyscy jedziecie, jak Wam się podoba, bo myślicie, że przepisy Was nie obowiązują, bo robicie superważny trening lub jedziecie na superważnych rowerach, to robicie patologię na drodze, a nie peleton.
Proponuję mały trening wyobrażeniowy, że jesteście kierowcą samochodu jadącym za takim „peletonem”. Jaki macie pomysł, jak się zachować, mając przed sobą takich uczestników ruchu drogowego? Jesteście pewni, że to jest grupa? Czy może osobne osoby, jadące w takim pierdolniku? Czujecie, że to jest ok? Czy rośnie w Was frustra? No właśnie.
Twoim i Twoich ziomków obowiązkiem jest poruszać się po drodze zgodnie z przepisami. I przepisy może nie mówią, jak blisko tylnego koła koleżanki czy kolegi jechać, ale Twoim obowiązkiem jest jechać tak, aby nie utrudniać ruchu. I na to jest już przepis.
Twoim i Twoich ziomków obowiązkiem jest też znać przepisy. Te przepisy nie są bardziej elastyczne względem osób jeżdżących na rowerach o wartości powyżej 15k zł. Te przepisy też nie kasują się względem osób jadących w peletonie złożonych z ludzi ubranych w ubrania marki na literę A czy M.
Przepisy Ustawy Prawo i ruchu drogowym są powszechnie dostępne w internecie. Polecam, zainteresować się. Albo przyjść na moje szkolenia, tam wyjaśniam BARDZO dużo kwestii.
Póki co to chyba tyle!
Chyba, że jest coś, o czym tu nie napisałam, to pytaj. A może napisałam o tym w tekście o szkoleniach?
Tak czy siak, zachęcam do udziału :)
Pozdro!
