Kask wdziej, byle dobrze! O tym jak nosić go z klasą

2024-01-07
Na zdjęciu widać głowę w kasku rowerowym i pokrętło regulacji kasku, czyli tego jak ściśle przylega on do głowy


Jak nosić kask rowerowy, żeby spełnił swoją rolę? O najbardziej nieprofesjonalnych badaniach środowiskowych ever, ale z intencją bardzo użyteczną [tekst ukazał się także na blogu Trek Bicycle <3]

Każdego roku, szczególnie z nastaniem wiosny i z wypełznięciem w związku z tym rowerzystów na drogi rowerowe widzę jedno:
7/10* osób ma źle zapięty kask.
[Liczby wyssałam z palca, jest mi wygodnie przyjąć taką statystykę, ale zgódźmy się co do jednego. Ludzie naprawdę źle noszą kaski].

Jeśli mnie kojarzycie z moich publikacji w social mediach – jestem kaskową faszystką. Bardzo zwracam na to uwagę, czy współuczestnicy dróg rowerowych te kaski mają.
Świadomi kolarze szosowi mają (aczkolwiek spotykam też taki, którzy tną na szosie, ale na kask to już chyba nie wystarczyło). Kolarze górscy mają, a tak zwani cywile rowerowi najczęściej nie.

Znów, trochę generalizacja

Bo bywa, że mają, jednak bardzo często nie mają. Dużo z tych, którzy mają, mają je źle zapięte i w ogóle źle założone.
Jasne, oczywiście, że dobrze, że je mają w ogóle. Ale z kolei kask źle zapięty, to jak takie pół kasku na głowie. Albo tak samo jak kask wieziony na kierownicy.

Postanowiłam zatem wystosować tym kanałem, na tych łamach resortową notatkę ilustrowaną, jak ten kask przywdziać, a wcześniej go dobrać, żeby to miało sens.


Lecimy z instruktażem:

1) kask dobierzcie dobrze do wielkości swojej głowy. Chcąc kupić kask, idźcie na zakupy stacjonarnie. Standardowo odsyłam Was – na Mazowszu – do sklepu Salon Na szosie. I mierzcie tyle kasków, ile trzeba będzie. Sprawdźcie, czy nigdzie nie uciska lub z kolei nie jest zbyt luźno mimo dokręcenia pokrętła regulacji.
To jest pokrętło regulacji: 

Pokrętło regulacji ma być z tyłu kasku, Jeśli jest z przodu głowy, znaczy się, że… jest założony źle.
W niektórych kaskach to nie pokrętło decyduje o sile docisku kasku do głowy, a taka dociskana klamra.

Dobrze dobrany kask nie ściska głowy w żadnym miejscu, nie powoduje dyskomfortu ani bólu, nie generuje napięć. Jeśli kask ciśnie w skroń albo mimo dopasowania paskami (o tym niżej) lata na głowie, to znaczy, że szukamy dalej.

2) jeśli jednak wybrany rozmiar jest TYM rozmiarem TEGO kasku w TYM kolorze, to teraz zadbajcie o to, żeby:
– paski kasku ściągnąć sobie do twarzy, żeby nie dyndały i nie łopotały, niwecząc tak bardzo pożądany efekt aero;). Postarajcie się, żeby klamra (są dwie – po jednej na każde ucho) która ściąga paski, znalazła się pod uchem. Często są one otwierane, jak w modelu, który mam na zdjęciach – to Bontrager Specter Wavecel
Jeśli to mamy już dopasowane (zrobicie to raz i więcej nie trzeba będzie), zapnijcie paski pod brodą. Teraz sprawdźcie, czy całość nigdzie nie uciska. Jak uciska, lekko poluzujcie w miejscu zapięcia (to będzie albo zapięcie takie plecakowe albo np. magnetyczne). Jeśli natomiast między paskami a brodą zostało tyle miejsca, że zmieściłoby się tam jeszcze mango, to dociśnijcie :)
Jeśli na skutek tych wszystkich regulacji zrobił się nadmiar pasków, taki nadmiar, który dynda, obetnijcie go ostrymi nożyczkami. Końcówkę paska podpalcie zapalniczką (ogień trzymamy dostłownie chwilkę, lekko podtopią się sploty i nic nie będzie się pruć :))



Postaraj się ustawić klamrami te paski tak, żeby kask leżał na Twojej głowie równo. Ani mniej na czole, a bardziej na potylicy, ani na odwrót. Niech nie będzie przekrzywiony w żadną stronę. Jeśli jest przekrzywiony – to znaczy, że z którejś strony paski kasku są pod ucho za bardzo i niesprawiedliwie ściągnięte.

Kask nie powinien też ani odsłaniać Ci czoła ani na to czoło opadać: Tak jest bardzo, bardzo niedobrze:



Plażo, proszę. Tak nie instalujemy sobie hełmu na głowę.
Na Instagramie jest moja rolka o tym, jak kask na głowie powinien leżeć – można ją zobaczyć tutaj.

3) Ważna sprawa! Jeśli macie już kask i teraz chcecie kupić do tego okulary kolarskie – do sklepu z okularami wybierzcie się z kaskiem. I kasku na głowie przymierzajcie „oksy” kolarskie. Niektóre modele kasku schodzą (pomimo dobrego ułożenia na głowie) bardzo blisko linii brwi. Przy nieco większych szybach niektórych topowych modeli okularów będzie to wywoływało konflikt interesów.

Tak jest na przykład bardzo dobrze :)

About wcześcniej wspomniane statystyki:

Wracając do moich obliczeń, bo nie chcę, żeby okazały się klikbajtem, zwłaszcza, że wzięłam je z powietrza ;)

Chociaż coraz więcej osób jeżdżących na rowerach – umownie nazwijmy je tak – sportowych jeździ też w kasku, to jednak zdarza się mi minąć kogoś na szosie, w pełnym kolarskim rynsztunku, wpiętego w spd, na świetnym szybkim rowerze, ale z gołą głową, czego kompletnie nie umiem zrozumieć.

„Gleba” na rowerze, podczas jazdy w grupie, solo, po mieście, czy za miastem jest tym, z czym powinniśmy się liczyć: bo ślisko w zakręcie, bo z posesji i „na pamięć” wyjedzie nam samochód, a my jedziemy DDR-ką, którą wyjazd z czyjejś posesji „przecina”, wbiegnie nam pod koła coś (pies, np.), złapiemy przy dużej prędkości gumę i utrata ciśnienia w kole położy rower, ktoś nas wyprzedzi „na gazetę”, czyli bardzo blisko nas, bez zachowania odległości i pęd powietrza wywołany tym manewrem tak nami szarpnie, że stracimy kontrolę nad kierownicą… I sorry, ale to naprawdę może skończyć się fatalnie.

Sama zaliczyłam dość niebezpieczne gleby wtedy, kiedy „zakładałam” 100% bezpieczeństwa:
1) wracałam w moje własne osobiste urodziny, kończyłyśmy z dziewczynami ustawkę. Z bocznej drogi, która miała status drogi podporządkowanej wyjechał mi samochód. Skasował rower, mój kask, mój podbródek (cztery szwy welcome to!). Wycięło mnie to na dziesięć dni z aktywności, bo się tak poobijałam, że nawet leżenie bolało. Kask pękł, swoją robotę zrobił, bo na głowie był.

2) jechałam jedną drogą zbyt pewna swoich umiejętności. Szybko, bo się spieszyłam, a jakże, a drogi, którą mknęłam, nie znałam w ogóle. Nawierzchnia pozostawiała wieeeeeele do życzenia, a na domiar złego – przecinały ją pod najgorszym możliwym kątem tory kolejowe. I co? Wystrzeliło mnie z butów na kilka metrów szlifowania ciałem po asfalcie. Koło zostało w torach, a ja… Otwarta rana łokcia, widowiskowo krwawiące kolano, zeszlifowana łopatka, biodro, urwany hak przerzutki. No i kask, który pękł. Jakby nie było kasku – pękłaby głowa.


Mitem jest też, że kierowcy nas widzą

No nie – samochód prowadzi człowiek, którego może oślepić słońce. Może się też zamyślić. Może – nie udawajmy, że tak nie jest – zagapić się w telefon. Jego prędkość + nasza prędkość = nic dobrego.

Najwięcej wypadków rowerowych widziałam na POZORNIE i RZEKOMO najbezpieczniejszych w rozumieniu wielu osób drogach dla rowerów.
Rower kontra hulajnoga. Albo Rower kontra pies na długiej smyczy. Rower kontra rower. Rower kontra auto wyjeżdżające z garażu podziemnego i przecinające DDR.

Nie są to miejsca, w których nic nam się nie może stać.

Sama zbierałam kiedyś rowerzystę z drogi kompletnie zamkniętej dla samochodów. Gość zaliczył glebę na gołą głowę i o rany, do dziś mam tę pękniętą głowę przed oczami.

Nie chcę Ci być mamą, ale weź się

Jak już masz ten kask (szacun, że masz), postaraj się, żeby:
– leżał prosto, a nie krzywo w prawo, czy w lewo
– był zapięty
– paski były dopasowane i niech nic nie fruwa dookoła twarzy
– niech kask nie opada na czoło ani też go zbytnio nie odsłania
– niech będzie dopasowany pokrętłem regulacji do obwodu głowy

W kasku wyglądasz zajebiście. Mówię Ci to.
Bez kasku nie ma szacunu na kolarskim rewirze.
Już Rychu Peja o tym zarapował niegdyś. Na pewno ma w swojej karierze taki kaskowy werset.
Bez kasku też nie ma opcji pojechać w Babskiej Środzie.

Warszawianom polecam kaskowy zakup zrobić w Salon Na Szosie – jeśli stacjonarnie wyszepczecie czule, że Ministra Was tam wysyła, to możecie liczyć na stolicę Maroko (RABAT).
Klikając w sklep online, zanim zakończycie transakcję, wpiszcie WESOŁA MINISTRA tam, gdzie da się to wpisać i również cena się zmniejszy. Taki mam prezent :)

Czekam na przechwałki, jak bardzo extra fancy kask wybrałaś/wybrałeś ;)