Campy szosowe

Moje kobiece campy szosowe hulają już od pięciu lat i jest to jeden z lepszych pomysłów, na jakie wpadłam w moim zawodowym życiu. Przez ten czas zabrałam wieeeele dziewczyn w kilka przepięknych miejsc w Polsce, a u samej podstawy pomysłu leżało to, że chciałam żebyśmy wyjechały z „Płaskopolski” i spóbowały w swoim kolarskim życiu czegoś nowego.
Te polskie destynacje trwają cztery dni. To taki przedłużony weekend. Ruszamy w czwartek rano, wracamy w niedzielę na wieczór.
Byłyśmy:

  • na Podhalu – w Bukowinie Tatrzańskiej (i jeszcze tam będziemy)
  • w Małopolsce, w Dolinkach Podkrakowskich
  • na Podkarpaciu i nie rezygnuję z tej destynacji ;)
  • w Kotlinie Kłodzkiej
  • byłyśmy też już na campie w Hiszpanii, w 2024 i wrócimy na Półwysep

kobiecy camp szosowy ministry kolarstwa

Campu szosowe Ministry – jak to wygląda?

Konwencja moich campów szosowych zwykle jest prosta:

  • nie musisz brać tygodnia urlopu. Wystarczą Ci dwa dni, bo campy są czterodniowe (te polskie, bo zagraniczne będą tygodniowe): od czwartku do niedzieli
  • 4 dni jeżdżenia z krótkim rekonesansem w czwartek, dwoma treściwymi dniami w siodle i rozjazdową niedzielą
  • skład ekipy liczy maksymalnie dwanaście osób. To na czym mi zależy to klimat integracyjny: razem jeździmy, razem spędzamy wieczory, nie rozpierzchamy się po pokojach. Aczkolwiek – to ważne dla introwertyczek – nie ma obowiązku siedzenia we wspólnej przestrzeni na siłę :) Jesteśmy też dorosłe i możemy wszystko.
  • dojazd własny (introwertyczki się cieszą znów;)) lub busem ze mną :)
  • zwykle campy dzieją się tam, gdzie teren uległ dawno temu mniej lub bardziej delikatnemu pofałdowaniu. Większość z nas jest z Mazowsza i my tu serio cierpimy na zespół stołu płaskopolskiego ;) Dlatego szukamy górek.
  • Nie jest jakoś superistotne, żeby uczestniczki campa umiały jeździć w peletonie. Najczęściej jesteśmy w terenie pagórkowatym, gdzie przy zróżnicowanym poziomie grupy rzadko jest okazja, by ten peleton stworzyć. Najważniejsze jest to, by uczestniczki campa nie porywały się z motyką na księżyc i żeby np. wyjazd do Bukowiny, która jest wymagającym wyjazdem nie był pierwszym wyjazdem rowerowym. Bo tu potrzebna jest i wytrzymałość siłowa, i także umiejętność zjeżdżania. Jedna jeśli jesteś tą osobą, która woli wiedzieć więcej niż nic nie wiedzieć, a na dodatek mieszkasz na Mazowszu lub możesz wpaść do Wawy na moje szkolenia z jazdy w grupie, to zachęcam do tego.

Wszystkie campy szosowe zabezpiecza mi Amazing Travel, dzięki czemu masz pewność, że to jest legitne. W razie gdyby tfu tfu tfu na psa urok coś się stało, wracasz do domu i ubezpieczyciel nie wypina dupki na Twoją krzywdę :)
I ja też nie migam się od odpowiedzialności oraz nie mam postawy, że daj spokój, jakoś to będzie.

Mam nadzieję, że się poznamy w tym sezonie! Czuwaj!