Ten model ma ten dynks, którym odblokowujesz pracę urządzenia w płaszczyźnie przód tył. Przód-tył! Znana jest Wam ta sprawa? ;) Zaraz do tego przejdziemy. Trenażer Wahoo Kickr Move za chwilę omówię, ale najpierw przedmowa.
Karierę trenażerową mam długą, bo prawie ośmioletnią. Zaczynałam od takich trenażerów, w których opór generowany był przez koło zamachowe i poziom docisku opony tylnego koła. Robienie na tym tempówek podczas treningu to była jakaś dzika i trudna do zniesienia kakofonia wycia o różnym natężeniu. Potem dostąpiłam zaszczytu trenowania na pierwszym interaktywnym trenażerze (to był chyba Tacx Flux, a następnie Elite Suito) i po różnych problemach z kalibracjami różnych czujników uznałam, ze trenażer musi z założenia być najgównieńszym z gówien i postanowiłam, że nie będę upadlać się na tym sprzęcie w chacie, będę trenować na zewnątrz.
Żebym ja o zdrowych zmysłach chciała do chałpy trenażer!
Po kilku tygodniach udawania, że bawi mnie zimą jeżdżenie na zewnątrz w soli drogowej albo udawania, że fajne jest jeżdżenie krócej niż trwało ubieranie się na ten rower, uznałam, że jednak przeproszę się z tym pomiotem szatana na ziemi. Któregoś razu dostałam na maila propozycję współpracy i promocji trenażerów Tacx, ale że od długiego czasu używałam licznika Wahoo dzięki wsparciu Pawła Międzobrodzkiego z firmy dystrybuującej Wahoo na Polskę – Probikes, postanowiłam najpierw zadzwonić do Pawła i zapytać o możliwość rozszerzenia współpracy o trenażer.
Wahoo Kickr przyjechał na drugi dzień i był to Kickr V6, dziś już niedostępny. Dostałam go razem z wiatrakiem, który można ustawić tak, że działa „pod” tętno – im wyższe, tym wiatrak mocniej wieje. Podpięłam pod V6 rower, sparowałam sobie wszystkie urządzenia (wiatrak z trenażerem, licznik Wahoo – wtedy już Roam – szybko sobie znalazł trenażer – do dziś jestem pod wrażeniem, jakie to wszystko jest idiotoodporne) , co odbyło się w moment. Wsiadłam, wszystko działało, napisałam na mojej babskiej kolarskiej grupie, że zapraszam do wspólnego trenowania online.
Na V6 przetrenowałam zimę 2022 i niedługo po tym, jak Probikes ogłaszał premierę nowego modelu trenażera Wahoo Kickr Move, podmieniono mi sprzęt. Nie wiem, na co dziś musieliby mi go podmienić, żebym zechciała go oddać. NIE ODDAM.
Żebyśmy mieli jasność. Traktowałam przez te wszystkie lata treningi na trenażerze jako zło najźlejsze. Nuda, rzyg.
Ale też fakty są takie, że dzięki jednej porządnie przetrenowanej porządnie zimie, kiedy uparłam się, że wygram Tatrę Road Race – wygrałam ten wyścig w swojej kategorii, a najpotężniejszą robotę zrobiłam właśnie na trenażerze. Dziś może nie trenuję pod żaden wyścig, bo motywację mam inną. Zależy mi na utrzymaniu dobrej formy, która pozwoli mi jeździć kilka dni z rzędu na campie z ekipą i być w stanie w razie czego dogonić te szybsze, także w górach. Te młode kolarskie dzierlatki coraz mocniejsze, a ja już nie mam pół tysiąca watów na zawołanie pod nogą.
Krótko. Trenażer Wahoo Kickr Move – w punktach
Co my tu mamy:
- ruchomą platformę, dzięki której trenażer porusza się także w płaszczyźnie przód-tył. To sprawia, że jazda na trenażerze jest bardziej naturalna, a ja nie mam wrażenia, że rama roweru poddana różnym naprężeniom podczas agresywnych przyspieszeń strzeli.
- jeżdżąc na tym modelu Wahoo, czuję się, jakbym była na prawdziwej trasie…
No dobra, to korporacyjna, pr-owa pisanina, WRRRRÓĆ.
Nie używam do treningów Zwifta czy innych aplikacji, czaaaasem podłączę sobie trening z aplikacji Wahoo SYSTM, najczęściej jednak sama sobie układam trening. Więc nie wypowiem się o odwzorowaniu tras i tego, jak trenażer reaguje – ja doceniam ruchomość roweru z trenażerem wtedy, kiedy jej chcę i możliwość zablokowania jej, kiedy robię przyspieszenia na przykład i nie chcę gubić rytmu. - nie osiągnęłam nigdy 2200 watów, który można tu uzyskać, o tym się nie wypowiem, jaki maksymalny opór można wygenerować, ale producent zachwala, że tyle można odbić na szafie. Na pewno wśród Was są osoby podjarane tym i zdolne wygenerować taką moc, więc wspominam o tym
Co cenię najbardziej
Niech się wypowiem:
- Pomiar mocy na poziomie ±1% dokładności. Pozwala mi dobrze monitorować postępy. Nie ma tu kłopotów z gubieniem mocy, pływaniem watów, z tej precyzji jestem zadowolona.
- Łączność przez Bluetooth i ANT+ bez zarzutu. Sparowane urządzenia działają między sobą. Nie mam do czego się przyklepać.
- Działa tu funkcja automatycznej kalibracji, co eliminuje konieczność ręcznego wykonywania tego procesu i upierdliwość robienia tego raz na jakiś czas. Nie ma tak, że nagle kadencja sobie skacze, a waty się gubią. Działa to pioruńsko dobrze.
- Komfort cichej pracy
Dwa razy w tygodniu robię trening o 6:30. Ściany w mojej kamienicy są z gównolitu i bywa, że usłyszę, co jest przedmiotem kłótni sąsiadów
Póki co nikt mnie nie poprosił u uspokojenie dupy o tej 6:30, więc raczej mnie nie słychać (ale mam też matę pod trenażer).
Solidna konstrukcja i stabilność to kolejne plusy – niezależnie od tego, jak intensywnie pedałuję, trenażer pozostaje na swoim miejscu. I nie łomocze.
Nie jest to najbardziej budżetowy sprzęt z oferty trenażerów Wahoo. I oczywiście, są tańsze modele. Gdy zaczynasz swoją przygodę z treningami w domu, zacznij od modelu Wahoo Kickr Core (kosztuje 2299 zł). Rozkręć się, zacznij treningi, zdobądź systematyczność, dyscyplinę, a potem przyjdzie czas na lepsze sprzęty.
Potrzebujesz pomocy w wyborze, a potem w zakupie? Nie wahaj się zapytać, pomogę!
Jeśli nie chcesz solić tyle kasy za ten model, spokojnie znajdziemy tańszy.





